Bloog Wirtualna Polska
losowy bloog | poleć tego blooga | inne bloogi | zaloguj się | załóż blooga
Kanał ATOM Kanał RSS
Kategorie

Zdjęcia w galeriach.


Koniec wakacji....czas do szkoły!

niedziela, 22 sierpnia 2010 13:04

Przepraszam moich czytelników, że nie napiszę drugiej części  o moich dawnych wakacjach.

Może kiedy indziej. Za duży natłok aktualnych wydarzeń. Tak, że Góry Świętokrzyskie tam gdzie w pięknej polskiej wsi spędzałem wakacje muszą poczekać. Ale przy okazji pozdrawiam mieszkańców tych okolic. Skarżyska Kamiennej, Szydłowca Świętokrzyskiego, Jędrzejowa, Kucembowa, wsi Szałas i Kopcie. Cieszę się, że żyję. Bo mogło być różnie. Odpalaliśmy niewypały z drugiej wojny światowej. To była nasza „zabawa"

 

 

Dwa tygodnie temu wywaliłem sie po raz pierwszy na ulicy na skuterze. Jechałem za nauką jazdy. Nauka jazdy nagle zahamowała. Ja też zahamowałem bardzo nagle i skuter mi rzuciło na ulicę Kasprowicza. Nawet ładna nazwa ulicy. Kasprowicza twórczośc jednak mało znam. Twardość tej ulicy bardziej. Stopa, łokieć i kolano pościerane. Także skuter trochę.

Ale już jest wszystko dobrze......A nikt nawet na ulicy się nie zatrzymał jak upadłem. I nie spytał się czy mi się coś nie stało? Nauka jazdy sobie pojechała dalej jakby nigdy nic...Za dużo się ten kierowca w takiej "nauce jazdy" nie nauczy.  A opbowiązkiem sie jest zatrzymać i pomóc:)

Pomogłem sam sobie. Jak to jest najcześciej...

 




12 sierpnia dostałem z żoną zaproszenie od mojego kolegi i przyjaciela z podwórka, podstawówki i liceum. Zaproszenie na koncert organowy w kościele w Śródmieściu Warszawy. Kościół św. Piotra i Pawła.

Andrzej mieszka na stałe w USA. Jest absolwentem trzech wyższych uczelni. Więcej jest na fotokopi poniżej. Proszę przeczytać.

Nie mam tam tylko napisane, ze Kolega został po wybuch stanu wojennego zmuszony do wyjazdu z kraju. Ci co go zmusili żyją sobie teraz na wysokich emeryturach z poczuciem dobrze spełnionego obowiązku.

Andrzej to człowiek bardzo prawy i przez to trochę niedzisiejszy. Jest jedynakiem, opiekuje się dobrze swoją mamą. Mama była u Andrzeja w USA parę lat.

Teraz Kolega zabrał mamę na wycieczkę do Hiszpanii. Po powrocie z wycieczki Andrzeja zaprosiliśmy do siebie.

Proszę kiliknąć w odpowiednią fotkę to zobaczycie i usłyszycie koncert organowy Kolegi w stroju epoki.

A pamiętam jak nam grał na szkolnych wycieczkach na ORGANAKACH i fujarce.



Niestety jest też smutna wiadomość. Umarł nasz proboszcz prałat Zygmunt Malacki.

Proboszcz żoliborskiego kościoła pod wezwaniem św. Stanisława Kostki. Tu posługę kapłańską pełnił ksiądz Jerzy Popiełuszko.

Nasz proboszcz bardzo dużo zrobił dla kościoła i naszych parafian. Stworzył  i prezesował fundacji BONUM.  Fundacja organizuje kolonie, obozy letnie dla dzieci, naukę języków obcych, różne kółka zainteresowań.

Mój syn był parę razy na koloniach i na obozie w Tatrach. Proboszcz kochał Tatry i wędrówki po górach.

Bardzo dobry człowiek, bardzo dobry ksiądz i bardzo dobry manager.

Mam poczucie winy, że nie zdążyłem nakręcić filmiku żoliborskiego o naszym kościele.

Zostawiałem to na później.  Miałem nagrać rozmowę z Prałatem. Ale zapomniałem sentencji ŚPIESZMY SIĘ KOCHAĆ LUDZI TAK SZYBKO ODCHODZĄ...

Cześć Jego pamięci!



Jak już przedtem wspominałem córka mojej rodzonej siostry(zwanej przeze mnie w dzieciństwie „głupią Zośką" )skończyła z wyróżnieniem wydział dziennikarstwa we Florencji w Italii. Bo tam się urodziła (w wyniku koprodukcji włosko-polskie)i mieszka.

Jako staż dostała wyjazd do Republiki Południowej Afryki. Na trzy miesiące. I zaczęła przysyłać prześliczne fotki. Była na Mistrzostwach Świata w piłce nożnej, obserwowała rekiny polujące na foki i sama karmiła rekina ze statku. A także wchodziła w specjalnej klatce pod wodę oglądać rekiny na wolności!

Pytam się: GDZIE MOŻNA TRAFIĆ taką pracę? I to na końcu świata?

Musze się zapytać W naszym pośredniaku w Warszawie.

Ale raczej  pracownicy pośredniaka zabili by mnie śmiechem!

Ja też poluje na rybki, ale takie trochę mniejsze i 75 km od Warszawy. „Jak się nie ma co się lubi, to się lubi co się ma"

W przyszłym roku na całe wakacje exportujemy syna do siostry. Już raz był w lutym na ferie zimowe.

Ma sobie trochę popracować i chodzić na kurs języka włoskiego.



Teraz o rekordach różnicy wieku w związkach kobiety z mężczyzną. I dzieci z tego związku.

Otóż kolega z pracy jest sporo starszy ode mnie. Ma żoną 38 letnią i mają córeczkę 4 letnią!

Jak mój imiennik to zrobił to się nie zapytałem. Nie wypada. Po pijaku nie, bo jest  zawsze trzeźwy.

Może się przypadkiem wywrócił na Tą kobietę?

Też chyba nie, bo nie był potłuczony. Wyglądają razem jak dziadek z córką i wnuczką...

A jak ja kiedyś poszedłem do syna do podstawówki, to wychowawczyni ze świetlicy krzyknęła do mojego syna: „OLGIERD! DZIADEK PO CIEBIE PRZYSZEDŁ!

A takim radzie do kolegi z pracy by krzyknęła: „DZIEWCZYNKO PRADZIADEK PO CIEBIE PRZYSZEDŁ!

Obyśmy zdrowi byli. Bo na rozum za późno:):):)



Wczoraj to jest 21 sierpnia byłem na ulicznych wyścigach samochodowych w Warszawie. VERVA STREET RACING. Trochę to było przereklamowane i za drogie. Wstęp na trybuny kosztował 149 zł.

Reklamówki,  foldery rozdawali owszem ale po 5 zł sztuka. Rozpoczęcie imprezy się opóźniło o prawie godzinę i nikt się nawet nie zająknął dlaczego!

Niektórzy ta imprezę nazwali ZABAWĄ BOGATYCH FACETÓW W CENTRUM WARSZAWY.

I jest to bliskie prawdy. Jednak uważam, że podobne imprezy są w Warszawie jak najbardziej potrzebne, tylko lepiej zorganizowane i tańsze dla widzów. Prosze kliknąć na odpowiednią fotkę to zobaczycie mój minifilmik. Ryk silników..........i piekne szybki auta...............!

Film o wyścigach zadedykowałem Magdzie z Gostynia w Wielkopolsce. Magda chce być w przyszłości dziennikarką. Prowadziła bardzo dobrego bloga o rozgrywkach piłkarskich w swojej okolicy. A teraz śledzi między innymi karierę kierowcy wyścigowego Kuby Giermaziaka.

Startował wczoraj na Porsche i w wyścigu Formuły 3. Zajął dobre miejsca.

Życzę Ci Magdo, żebyś dziennikarką została. I zostaniesz. Mimo czasami przeciwności losu i złośliwych nauczycieli w szkole:)



Lamborghini na fotce to szczyt włoskich umiejętności inżynierskich. Obiecałem Magdzie, że zabiorę Ją jak zostanie dziennikarką do Florencji........Autostradą słońca.........

Ale chyba za bardzo mi nie wierzy. A przecież wiara podobno czyni cuda!

Fotki są poukładene z góry do dołu tak jak idzie tekst..........

Vojtek&power

 

 


 

 

Ps.

Tu się trochę pochwalę, ze za nadsyłane fotki do Wirtualnej Polski dostałem niespodziankę. Poniższy film na DVD.

Dziekując WP zawiadamiam, że mam znowu kłopoty z wpisywaniem komentarzy. Nie ukazują się!

Vojtek

 


 




Podziel się:

komentarze (105) | dodaj komentarz

Najpiękniejsze wakacje mojego zycia:)

piątek, 30 lipca 2010 20:35
Ten wpis dedykuje pamięci moich dziadków z Kwidzyna na Pomorzu oraz mojemu nie żyjącemu  ojcu.


W  wakacyjne miesiące roku dam dwa wpisy poświęcone NAJPIĘKNIEJSZYM WAKACJOM MOJEGO ŻYCIA.


Ten wpis jest o wakacjach jakie spędzaliśmy u dziadków w Kwidzynie na Pomorzu.


Następny wpis będzie o wakacjach na wsi w przepięknych górach i lasach świętokrzyskich.

Wieś Kopcie, okolice Końskich, Skarżyska Kamiennej, Samsonowa.



Do dziadków do Kwidzyna jeździliśmy od wczesnego dzieciństwa. Najpierw z rodzicami i dwiema siostrami. Potem już z trzema siostrami. Bo doszła jeszcze jedna Kasia(niestety nie żyje)


Dziadkowie i mój ojciec pochodzili z Polesia na Kresach Wschodnich. Po wojnie przybyli do Polski i otrzymali gospodarstwo rolne, poniemieckie w Kwidzynie.


I co roku jeździliśmy do dziadków. Najpierw koleją z Warszawy. A dziadek furmanką czekał na nas już na stacji kolejowej w Kwidzynie. I furmanką przyjeżdżaliśmy do gospodarstwa.

W Kwidzynie mieszkała też moja ciocia i stryj. I od razu na drugi dzień jak się dowiedzieli, ze my przyjechaliśmy to nas odwiedzali ze swoją dwójką dzieci. Januszem i Jagodą.

Tak więc nas była trójka dzieci i bawiliśmy się od rana do wieczora. W Kwidzynie  przebywaliśmy ponad miesiąc a czasami dwa miesiące. Mój ojciec jako pracownik naukowy miał 6 tygodni urlopu(tak wtedy było w kodeksie pracy) Pomagał też swoim rodzicom w gospodarstwie. Fizycznie, ale też poradami. Ojciec był z wykształcenia inżynierem rolnikiem. Mam też.


W Kwidzynie dziadkowie mieszkali w trzech miejscach. Na gospodarstwie rolnym przy ulicy Malborskiej, w mieszkaniu w centrum miasta przy ulicy Dzierżyńskiego. Na Batalionów Chłopskich i na koniec w przepięknym domku jednorodzinnym na ulicy Fredry.


Dziadek był zapalonym myśliwym, ojciec mój i stryj wędkowali. Ja z bratem stryjecznym też wędkowałem.  Jak był już samochód to jeździliśmy z Kwidzyna gdzie się dało. Nad morze do Sobieszewa i Stegny(po raz pierwszy zobaczyłem wtedy morze!), do Malborka, do Trójmiasta, do Elbląga, nad Wisłę do Korzeniewa, na leśne jeziora na wędkowanie, na polowania głównie na kaczki. Wyżeł Han aportował. Na dziki była Mucha. Jamnik długowłosy. W Elblągu był grób mojego braciszka. To pierwsze dziecko moich rodziców. Wituś. Żył tylko kilka dni. Raz do roku będąc u dziadków jadąc do Elbląga odwiedzaliśmy ten grób . O grób dbał miejscowy grabarz, który nas przyjmował śniadaniem na trawie. I rodzice oczywiście wtedy płacili za opiekę nad grobem.



Babcia i ciocia bardzo dobrze gotowały i lubiły to robić.

W sierpniu zaczynał się sezon polowania na kaczki. No to mieliśmy często na obiad: Zupę chłodnik z jajkiem, na drugie kaczka smażona z ziemniakami tez smażonymi i pokrojonymi w plasterki. Do tego mizeria. A na deser to zawsze był kompot. Najczęściej rabarbarowy z wanilią. Ale też były i inne kompoty, przetwory, bo babcia miała przepiękny ogród. Robiła z dziadkiem też wina.  Bardzo lubiliśmy pić zimny podpiwek robiony przez babcię. Podpiwek był rozlewany do butelek jeszcze poniemieckich. Ja bardzo tez lubiłem pieczone jabłka nadziewane marmoladą z rabarbaru i posypane cukrem pudrem...palce lizać!!!


Dziadek miał pasiekę i pszczoły. I wirówkę do miodu. Pamiętam jak dziadek w czarnej pończosze na twarzy i w kapeluszu z dmuchawką do dymu krzątał się przy ulach.

Pamiętam też smak i zapach takiego świeżego miodu prosto z ula!

Babcia robiła też swoje masło. I potrafiła piec placki drożdżowe. Najlepiej one smakowały z marmoladą rabarbarową, dżemem agrestowym czy gruszkowym..

Jak wracaliśmy do Warszawy po miesiącu pobytu to nasze auto Skoda combi zapchane było rożnymi przetworami, weckami i bańką 10 litrową miodu.

 


Na  Święta Bożego Narodzenia od dziadka dostawaliśmy pocztą upolowanego przez Niego zająca.  Mam z niego robiła pasztet.


Drogi wtedy były pustawe. 90% osób aut nie miało. Dziadek był zmotoryzowany. Miał Małą Jawkę. Czeski motorower. Potem kupił fabrycznie nowego Mikrusa! Made in Poland rodem z Mielca! Polskie auto małolitrażowe. Oczywiście już się nie produkuje.


Często tak podróżując wymijaliśmy tabory cygańskie. Wozy kolorowe ciągnięte przez konie. A na tych wozach z tyłu wietrzyła się pościel. Dziadek czasami użyczał swojego pola pod obozowisko cygańskie. I z Cyganami grał na skrzypcach. Rodzinkę miałem muzykalną(proszę zobaczyć na fotkę). Lecz ja słuchu muzycznego niestety nie odziedziczyłem. Janusz brat stryjeczny grał w szkolnym zespole big-beatowym. Teraz mieszka na stałe w Kanadzie w Montrealu. Tam się ożenił i ma dwoje dzieci.


W tamtych czasach młodzież chętnie wędrowała autostopem. Była taka zorganizowana akcja. Wyciągało się książeczkę autostopowicza i zatrzymywało samochody. Autostopowicz dawał kierowcy za podwiezienie kupony. A te kupony brały udział w losowaniu nagród.

Mój ojciec jak nasza Skodzinka była pusta to chętnie autostopowiczów zabierał. A kuponów nie brał.

Najwięcej autostopowiczów stało na Bielanach w Warszawie przy drodze wylotowej w stronę Gdańska. Łapali okazje nad morze....

Tak autostopem można był zwiedzić cały kraj z bardzo małe pieniądze!

Teraz taborów cygańskich nie ma, autostopu też nie ma.

W jednym wpisie nie mogę tego umieścić co robiliśmy i gdzie byliśmy w czasie wakacji. Nie da się! Więc musi wystarczyć to co jest.

I potwierdzam i proszę uwierzyć!

TO BYŁY NAJPIĘKNIEJSZE WAKACJE MOJEGO ŻYCIA!

Tunezja, Hiszpania, Wyspy Kanaryjskie itp odpadają!

Owszem chciał bym być młodszy. Ale nie żal mi dawnych wakacji.

Teraz takich nikt prawie niema. Mój syn też nie. Może tylko posłuchać i fotki pooglądać.

Szerokiej drogi i ciekawych, czynnych wakacji życzy Vojtek


 

 

Ps. Prawie wszystkie fotografie robił mój ojciec radzieckim aparatem Zorki. I sam je wywoływał w ciemni.

 

Ps. 2 Utartym zwyczajem zamieszczam filmik. Ty razem ze spaceru po Warszawskiej Starówce. Kliknij w odpowiednią fotkę to film zobaczysz:)

Vojtek

 

 

A tu są moje fotki w Superexpresie z planu filmowego Bitwy Warszawskiej. Fotografowałem wczoraj:  Film Bitwa Warszawska




Podziel się:

komentarze (180) | dodaj komentarz

Vojtek Skuterman

sobota, 26 czerwca 2010 5:51

29 maja pojechałem z synem skuterem do Palmir do Puszczy Kampinoskiej. Fajna i łatwa trasa. Kiedyś w dzieciństwie jeździłem tam z kolegami z podwórka rowerami. A po drodze podczepialiśmy się do traktorów ciągnących przyczepy. Żeby się specjalnie nie zmęczyć.

W Palmirach syn się pouczył trochę jeździć na skuterze, stawiać skuter na nóżki, zapalać silnik, wyłączać i taka ogólną obsługę.

Jak to dobrze, ze Warszawa ma tak pod nosem taką Puszczę. Za czasów szkolnych, harcerskich chodziliśmy tam na różne rajdy piesze...

A zimą ojciec robił nam kuligi. Za naszym samochodem. I zapraszałem na te kuligi kolegów z podwórka.



6 i 5 czerwca pojechałem skuterem na wieś. Przez Jabłonnę, Legionowo, Zegrze Serock i Pułtusk.

Z Warszawy do domu na wsi jest 75 km. Też piękna trasa, Nad Narwią i Zalewem Zegrzyńskim. Wyruszyłem o 3 rano. Puściutko na szosie o tej porze! Trochę jednak zmarzłem, bo się za bardzo letnio ubrałem. Na stacji benzynowej w Serocku zrobiłem sobie przerwę na gorącą czekoladę...

Rybki jednak bardzo słabo brały. Głównie drobnica. Wszystkie wypuściłem z powrotem do wody.  Będąc w Zegrzu przy moście zauważyłem żółwia! Wygrzewał się na gałęzi razem z żabką. Siostra z Italii napisała mi, że to najprawdopodobniej jest żółw kalifornijski wpuszczony przez kogoś tu do wody. Bo mu się w domu znudził.  W Italii takich zółwi pełno w fontannach.  Pojechałem sobie w drodze do domu na zaporę wodną w Dębe na Narwi. Przez Jachranke i Skubiankę.........

Do Warszawy wróciłem w południe w niedzielę i się trochę pokrzątałem  po moim mieście.

W sumie skuterem zrobiłem już 1200 km. I miałem dwa przeglądy gwarancyjne. Jeden po 300 km to 381 zł. , a drugi po 1000 km to niecałe 300 zł. Jak widzicie za tania zabawką skuter nie jest:):):)

 Zapraszam na film klikając w odpowiednią fotkę.



Nakręciłem kolejny filmik  z serii Żoliborz moimi oczami i duszą. Tym razem nad Kanałkiem.

Czyli starą odnogą Wisły na Kępie Potockiej

Tam też śmigaliśmy z kolegami z podwórka od dzieciństwa. I teraz się tam chodzi...

Opalanie, wędkowanie, spacery z psami, jazda wrotkami, deskami, rolkami i kto czym chce.

Uwagę moją zwróciły ptaki w gnieździe blisko brzegu. Pisklęta wyglądały bardzo egzotycznie bo miały czerwone główki. Zrobiłem fotkę i wysłałem do gazety Metro.

Wydrukowali. Już drugi raz drukują moje fotki.

A te ptaki to się okazały, że nazywają się Łyski. I jak dorastają to traca te czerwone, egzotyczne ubarwienie.

Zapraszam na fimik klikając w odpowiednią fotkę.


Prosiła mnie jedna koleżanka (23 lata) z forum skuterowego, żebym Ją nauczył jeździć na skuterze, bo ma zamiar kupić ten pojazd.

Dlaczego nie? Pomagajmy sobie. Ale jak O usiadła za mną na siedzeniu mojego skutera i objęła mnie,tak, że poczułem Jej poduszki powietrzne na plecach to z wrażenia  puściłem kierownicę i znaleźliśmy się na ziemi.  Jakoś mi się zimno i gorąco na przemian zrobiło. Dobrze, że kaski mieliśmy...

Jednak kaski się przydają! 

Chyba za nadwrażliwy jestem na takiego nauczyciela. A może to nowe powołanie?:)


Syn zakończył gimnazjum. W egzaminie gimnazjalnym zajął drugie miejsce w szkole!

Ale cenzurka za dobra nie jest. Bo syn jest zdolny, ale się często leni.

W podstawówce był laureatem kilku konkursów matematycznych i informatycznego. Miał czerwony pasek.

Wychowawczyni syna powiedziała mi na koniec roku: Kiedy On się tego wszystkiego nauczył na egzamin???

Odpowiedziałem tylko skromnie, ze na pewno nie ode mnie.

 


Dzisiaj idę do liceum zanieść syna papiery, potem zakupy dla mamy a potem impreza motocyklowa na Bemowie EXTREME SHOW.

Wyścigi, pokazy, palenie gumy, ryk silników...............

A w niedzielę mam Walne Zgromadzenie członków naszej spółdzielni mieszkaniowej.

Na pewno pójdę bo „moje sprawy są mi bliskie"

I tak mi zleci weekend. Tylko jak na razie pochmurno jest

Pozdrawiam wszystkich serdecznie, dziękuję za odwiedziny


Vojtek tym razem Skuterman:):):)

 

 


 

Ps. Byłem na tym EXTREME MOTO. Super impreza.  Ryk silników, palenie gumy...i jeszcze do tego lądujące co chwila samoloty i helikoptery!!! Zmontuję filmik. Spotkałem kolegę z pracy...

Prosze dwie fotki. Za dwa dni jak się w jedną kliknie to zobaczycie film:)  Teraz dostałem wiadomość, ze fotki z tej imprezy umieścił Superexpress. Są tu,  proszę kliknąć: EXTREME MOTO

Następny wpis najwcześniej za trzy tygodnie:) Superekspres Vojtek w sobotę po południu:)

 


Byłem dzisiaj(17 lipca 2010 roku) na Paradzie Równości. Robiłem fotki i filmik.

Nie popieram takiego obnoszenia się ze swoimi skłonnościami. Poza tym jest to kosztowne a mamy oszczędzać. Tyle policji dawno nie widziałem. Chyba w stanie wojennym:)

KLIKNIJ NA FOTKĘ PONIŻEJ a obejrzysz moją fotorelację w Superexpresie.



 



Vojtek w temepreaturze +30 stopni Celsjusza o 21.13 !

Fotki z tej Parady też znalazły się w Wirtualnej Polsce o tu: Wirtualna Polska

I mam za ten fotoreportaż dostać upominek z Wirtualnej Polski!

Pozdrawia Vojtek sam w domu(nie mylić z Kevinem)



Podziel się:

komentarze (228) | dodaj komentarz

Wesele i wielka kolejna powódź

środa, 26 maja 2010 8:15
Dnia pierwszego maja pojechałem z żoną na ślub kolegi z pracy.
Jechaliśmy we czwórkę autem dziewczyny kolegi. To znaczy ja z żoną i kolega Igor ze swoją dziewczyną. Miało być 17 km, a zrobiliśmy 270!
Po prostu pobłądziliśmy. Igor nie wziął ze sobą mapy i sobie pobłądziliśmy po pięknej Ziemi Białostockiej. Niestety jeden z pracowników naszej firmy miał „ciekawszą przygodę" i niestety rozbił swoje autko Alfa Romeo. Na szczęście nic mu się nie stało, ale na ślubie nie był.
 Alfka jest prawdopodobnie do kasacji.
Dojechaliśmy do Dworku Narwiańskiego i się zakwaterowaliśmy. Potem się okazało, ze ten pokój dla nas nie był, tylko dla najbliżej rodziny. Więc przenieśliśmy się kilka kilometrów dalej, blisko Narwi tam gdzie były zarezerwowane pokoje dla gości nie będących rodziną.
Sam ślub i wesele się bardzo udały. Było dobre jedzenie, dobra muzyka i różne zabawy przygotowane przez jednego z członka orkiestry. Okolica tez przepiękna i pora roku też.
Dużo się piło, ale też dużo się tańczyło, ruszało, spacerowało, więc nitki się chyba specjalnie nie upił. Przynajmniej ja nie widziałem. Miałem mała przygodę. Po głównej części wesela udaliśmy się spać do swoich pokoi w hoteliku nad samą Narwią. Ponieważ ja wstaję rano, więc skoro świt poszedłem sobie popatrzeć na rozlewiska Narwi. Przepiękny widok!
Narew wiła się między łąkami i bagnami tak jak Amazonka!...Ludzie przyjeżdżają tam z całej Europy oglądać ptactwo wodne...
Wracam sobie do hoteliku....i nagle sobie uświadomiłem, ze przecież nie zwróciłem uwagi Z KTÓEGO POKOJU JA WYSZEDŁEM? To znaczy jaki miał numer! A komórki ze sobą nie miałem, żeby zadzwonić do żony w którym pokoju sobie śpi. A drzwi wszystkie jednakowe.
Popukałem do kilku pokoi, ale tam żony  moiej nie widziałem. Lecz inne żony.
I w końcu trafiłem na kolegę z pracy, który był zajęty swoją żoną. To znaczy akurat był na górze. Strasznie się wkurzył, ale zadzwonił do mojej żony, żeby mi powiedziała w którym pokoju sobie śpi. To był pokój nr.14 I będę teraz pamiętał.
Ale wędrując sobie tak od pokoju do pokoju lepiej poznałem kolegów i ich żony. Nawet może za dokładnie?
Tak wyszło po prostu.
Wracając do Warszawy po poprawinach zrobiliśmy 170 km a nie 270. Fotek na razie z tego wydarzenia nie ma. Bo kolega mi jeszcze nie dostarczył. Jak dostarczy to wstawię.


13 maja spotkałem się z koleżanką z bloga  Bądźmy nieprzyzwoici     Pauliną i jej koleżanką. Były w Warszawie na szkoleniu. Spotkaliśmy się w pubie HARDROCK przy Złotych Tarasach.
Fajnie sobie porozmawiać tak naturalnie bez klikania w klawiaturę. Żona oczywiście o tym wiedziała.  No i byliśmy przyzwoici. Przynajmniej tak mi się zdawało.  To jest drugie spotkanie z osobą z bloga. Przedtem spotkałem się z Tomkiem z bloga  Nauczyciel Tomek   Biegł maraton w Warszawie.


W Pałacu Kultury i Nauki odbywały się Targi Książki.

Odwiedziłem tam pisarza Henryka Rogowskiego. Zaprosił mnie. Też znajomy z bloga. Na miejscu była znajoma Henryka i też blogerka. Poznaliśmy się. Proszę jest fotka:).  A to blog pisarza Henryka Rogowskiego: Pisarz Henryk Rogowski


 

Kupiłem sobie nowy aparacik Sony Cybershot DCSH-55   To już moje trzecie Sony. Z poprzedniego Sony mam kartę pamięci i akumulator. Oczywiśćie poznaję dopiero możliwości tej kamierki. Miałem zamiar kupić cyfrówkę, ale jak dla mnie ma za duże rozmiary. Ciężko schować w kieszeni.

I cieżko zrobić ciekawą fotkę, ponieważ od razu widać, ze człowiek ma aparat fotograficzny w ręku:)

Fotki i film z nad Wisły są robione nowym aparatem.


Córka mojej siostry z Italii leci do RPA do swojej pierwszej pracy. Na trzy miesiące. Będzie rzecznikiem prasowym przy jakiejś organizacji. Skończyła niedawno dziennikarstwo we Florencji. Oczywiście o fotki prosiłem. Bo sam się tam nie wybieram. Ciekawe czy tym razem dostanę, czy mam sam tam pojechać?


Temat najważniejszy. Wielka kolejna powódź. A ta poprzednia podobno się miała zdarzać raz na 1000 lat. Trudno to komentować. Zalewa nas jak tajfuny i tornada Kraje Trzeciego Świata.
A nauka jest blisko. Holandia, kraj leżący w przeważającej części w depresji. Kraj , który wydziera ziemię morzu a nie odwrotnie. I tam nasze kolejne władze powinny się nauczyć co i jaki kiedy robić. To mój cały komentarz na ten temat.
A powodzianom życzę ABY O NICH NIE ZAPOMNIANO W KILKA MIESIĘCY PO POWODZI.

Zdarzyło się jeszcze trochę spraw, ale nie da się wszystkiego opisać w jednym wpisie.
W poniedziałek idę do pracy. Ale urlop jeszcze mi został.
Pozdrawiam Vojtek

 

Ps.

Nie minęło parę dni i znowu nas zalewa! To się wydaje nierzeczywiste! Ale to prawda. Niestety tytuł mojego wpisu był proroczy: KOLEJNA WIELKA POWÓDŹ. Nie potrafię na razie tego zrozumieć.

Bardzo żal mi ludzi żyjących w strachu i na walizkach. Tylko co Im po moim żalu?

Vojtek 8 czerwiec 2010



 


 


 




Podziel się:

komentarze (177) | dodaj komentarz

Zarybianie i motocykle

niedziela, 25 kwietnia 2010 20:50
Niedawno na wsi tam gdzie wędkuję i czasem pomieszkuję nasi koledzy z Towarzystwa Wędkarskiego zarybili amurem oraz po raz pierwszy dużym karpiem nasze wody. ASmury dorastaja u nas powyżej jednego metra. Dlatego chyba, że trudni je złowić.
I na razie wędkować nie można. Mały narybek też jest wpuszczony. Łapać rybki będzie można od 1 maja. Wtedy też odbędą się zawody wędkarskie. Mnie na zawodach nie będzie bo akurat będę bawił na ślubie i weselu kolegi z pracy. Białostockie. O ślubie i weselu napiszę w następnym wpisie
Jedzie prawie cała nasza praca. Mam nadzieję, ze fajnie będzie.  Wesela jest na ponad 200 osób i będzie trwało 2 dni(tak się przewiduje) Poniżej fotki z zarybiania tegorocznego.


24 kwietnia czyli wczoraj sobotę byłem na oficjalnym otwarciu sezonu motocyklowego. Impreza odbyła się na warszawskim Bemowie. Super imprezka. Na końcu odbyła się defilada motocykli, skuterów, quadów, trójkołowców...
Kawalkada jechała przez Warszawę głównymi ulicami w asyście policji. Oczywiście światła na skrzyżowaniach świeciły się dla nas na zielono. Ponad 1500 maszyn!
Huk, smród spalin, palenie gumy itp...ale odbyło się to w sposób zdyscyplinowany i bez ekscesów.  Najgłośniej było  w tunelu koło Dworca Zachodniego. Kto słuch miał to raczej teraz tez ma , ale słabszy:)

Na Marszałkowskiej odbyło się "palenie gum" i strzały z tłumikow...Naprawdę jestem pod wrażeniem.


W międzyczasie byłem na skuterze w Palmirach w Puszczy Kampinoskiej.......
Naprawdę fajnie się jeździ skuterem.
A syn przestał się interesować jazdą skuterem. Może to i dobrze? Teraz ma przed sobą wybór liceum.
I zdaje się, ze jakąś dziewczyna ma. Bo się szykuje i kąpie ze trzy godziny. I w domu jakoś spokojniejszy. Ja odwrotnie. Jak kogoś poznam to jestem niespokojny i oczy mam rozbiegane. Nie mówiąc już o myślach kołaczacych sie po głowie.


Jest w Warszawie jedna dziewczyna z bloga. Mamy się spotkać. Raz spotkałem się z Tomkiem jak biegł maraton w stolicy.  To jest blog Tomka. Bardzo sobie cenię jego wypowiedzi na rózne tematy: blog Tomka   Z dziewczyną z blogosfery się jeszcze nie spotkałem. Na razie rozmawialiśmy telefonicznie. Czyli wszystko przede mną? :) Oczywiście spotkanie na gruncie koleżeństwa. Jest przecież takie pojęcie prawda?
Tylko co w domu powiedzieć? Może ktoś coś na szybko wymyśli, żeby to miało ręce i nogi. Przecież nie powiem, że idę na Plac Zamkowy pożyczyć cukier od młodej dziewczyny. Albo zapytać się o godzinę? Ale najpierw zapytam sie żony. Kręcić za bardzo nie potrafię.......A to jest wielka sztuka kręcenie...



Kończę ten krótszy niż zwykle wpis.
Pozdrawiam wszystkich czytelników prawdziwie wiosennie.
Vojtek&skuter&wiosna

 

Ps. Dziękuję za wszystkie cenne rady jeśli chodzi o to spotkanie. Oczywiście, że żona wie. Choćby dlatego, że zna adres mojego bloga. Świat wirtualny jest może i piękny. Ale bardziej mnie pociąga świat rzeczywisty.

Oczywiście w rozsądnych granicach. Szacunek i zaufanie przede wszystkim...

 

 

 

 



Podziel się:

komentarze (144) | dodaj komentarz

Zdjęcia w galeriach.


piątek, 3 września 2010

Licznik odwiedzin:  268 604

Kalendarz

« wrzesień »
pn wt śr cz pt sb nd
  0102030405
06070809101112
13141516171819
20212223242526
27282930   

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Głosuj na bloog






zobacz wyniki

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Zajrzyj koniecznie

O moim bloogu

W tym blogu będę pisał o sprawach ważnych dla mnie i mniej ważnych, o spędzaniu czasu i o przemyśleniach swoich...na różne tematy. Zapraszam do pisania komentarzy. Vojtek

Oto cały ja:)

Nazywam się Vojtek. Po prostu lubię wędkarstwo, fotografowanie, poznawanie nowych ludzi. I lubię marzyc, planować i działać. Uważam, że jak czegoś sobie człowiek nie potrafi wyobrazić to tego nie będzie miał:) Albo "jeśli będziesz robił to co robisz, to będziesz miał to co masz"
Poza tym czuję się dobrze i zapraszam do wizyty na tym blogu:)
Vojtek&Mazowsze
Ps.Od Wirtualnej Polski dostałem wyróżnienie(nagroda rzeczowa), a od Was czytelnicy wyróżnienie KREATIV BLOGGER.
jak ktoś chce napisać to proszę:
varsovie@wp.pl

Księga Gości

Ostatni wpis w księdze:

  • data: 28.08.2010 13:56:38
  • autor: micho2110
  • treść: Dzięki za wizytę na ...
Aktualny PageRank strony warsawman.bloog.pl dostarcza: Google-Pagerank.pl - Pozycjonowanie + SEO

Statystyki

Odwiedziny: 268604
Wpisy
  • liczba: 56
  • komentarze: 6022
Galerie
  • liczba zdjęć: 254
  • komentarze: 489
Witaj miły gościu: 536
Bloog istnieje od: 1655 dni

Konkursy i nagrody

Ostatnio przyznana nagroda:

  • data: 21.08.2010 21:40:45
  • autor: Vojtek
  • punkty: 100
  • treść: Byłem u Ciebie Emilk...